Zawody spod znaku „Colta i kapelusza”

Zawody spod znaku „Colta i kapelusza”

Nowa Dęba 12-10-2014

 

 

Było to w niedzielne popołudnie, słońce stało w zenicie pogoda była wyśmienita, w sam raz na to co miało wydarzyć się za chwilę. Czyli spotkanie najdzielniejszych z dzielnych, najszybszych z najszybszych i oczywiście w towarzystwie najpiękniejszych kobiet z najpiękniejszych, jest tu mowa o zawodach w strzelaniu z broni czarnoprochowej, na strzelnicy LOK’owskiej w pięknej westernowej mieścinie jaką jest Nowa Dęba City.

Pierwszą konkurencją było strzelanie dynamiczne do sylwetki „wrogiego nam elementu” (metalowego popera)  na odległość 15m
ilość amunicji 6 sztuk, naważka dowolna, technika wybrana przez strzelca, rodzaj broni rewolwer, strzelanie odbywało się parami

Ustalić wygranego było bardzo ciężko wprost graniczyło to z cudem każdy z zawodników był szybszy niż meteor a celniejszy niż ruskie działo więc konkurencja zakończyła się wszech-remisem 🙂

Następną fascynującą konkurencją było strzelanie z biodra do tego samego przeciwnika co wcześniej, również stojącego w odległości 15 m

Niestety przeciwnik zdołał uciec w wielkim strachu, ponieważ żaden z szacownych strzelających nie trafił, oczywiście tylko dla tego że przykro mu było dziurawić zbiega po raz kolejny 🙂

Po zakończonej „zabawie” bronią krótką szanowne grono przystąpiło do rywalizacji przy pomocy karabinów kapiszonowych, do strzelania wybrano dwa karabiny z tysiąca dostępnych.

 

Odległość 50m, postawa stojąca z wolnej ręki, pocisk minia lub nie minia 🙂

 

 

Celności nie było końca, od hałasu brzęczącego metalu w który trafia pocisk nie jednego widza rozbolała głowa.
Po wystrzelaniu wszystkich kul, całego prochu i olbrzymiej ilości flejtuchów moczonych w ślinie starego szeryfa cała brać strzelecka poczęła składać sobie wzajemnie gratulacje, tylko stary szeryf pilnował porządku patrząc na wszystko z boku i uśmiechając się pod osmolonym czarnym prochem nosem 🙂

 

Pozdrawiam tych co byli ,chcieli być lub być zamierzają innym razem, po czym udaję się w stronę zachodzącego słońca jak przystało na prawdziwego kowboja.

Voiteck vel Billy The Kid