Moje pierwsze samodzielnie wykonane strzały

Łuczniczego bakcyla złapałem w ubiegłym roku i coraz bardziej mnie to wciąga. Mam nadzieję, że wciągnie na dobre, bo ten rodzaj strzelectwa bardzo mi odpowiada.

Jak każdy nowicjusz na początek strzelam z tanich strzał bo jak wiadomo nie zawsze trafiam w cel. Czasem zgubię strzałę gdzieś wbitą w wał, lub uszkodzę trafiając w to co nie chciałem. Zazwyczaj jest to pień drzewa lub stojak od tarczownicy. Nie trudno sobie wyobrazić co dalej. Strzała po takiej konfrontacji z drzewem nie zawsze nadaje się do dalszej eksploatacji. Co najwyżej odzysk grota lub nasadki.

Strzał karbonowych lub aluminiowych szkoda trochę na taką poniewierkę. Drewniane nie rujnują mojego budżetu, który przeznaczam na naukę strzelania.

Teraz posypią się na mnie gromy „ekspertów”, że to profanacja używać drewnianych strzał w łuku bloczkowym.  Strzelam z „chińczyka” z dolnej półki cenowej (wartość około 1 tyś. PLN) więc drewniane strzały nie są dla mnie żadną profanacją. Jak na „chinola” i moje pierwsze kroki to jestem zadowolony z powtarzalności strzałów. Drewnianych rzecz jasna.

(oto mój „chinol”, którego nazwy nawet nie znam i trudno mi go namierzyć w sklepach)

Moim zdaniem do łuku bloczkowego warto wybrać twarde promienie na strzały. Duże siły działające na strzałę podczas wypchnięcia jej przez cięciwę powodują spore rozchwianie miękkich strzał. Lecą jak by merdały ogonkiem. Nie wiem jaki wpływ ma to na celność bo jak wiadomo u nowicjusza z tym bywa różnie więc nie wypowiem się  na ten temat.

Przetestowałem strzały świerkowe, brzozowe i bukowe. Z tych ostatnich strzela mi się najlepiej i to na ich przykładzie opiszę moje pierwsze samodzielnie wykonane strzały.

Na początek selekcja promieni. Wybieramy tylko te, które są proste nie mają skaz oraz co najważniejsze mają równo ułożone słoje na całej długości promienia. Nie ryzykujcie wybierając na strzały promienie ze skośnym usłojeniem. O wypadek nie trudno. Strzała może pęknąć podczas wystrzału i część może utkwić w dłoni, którą trzymamy majdan.

W linku poniżej kilka (drastycznych) zdjęć. Mam nadzieję, że to nie zrazi Was to łucznictwa:
https://cutedeadguys.net/threads/37116-Bow-Hunting-Accident-Rather-Graphic-Pictures

Jak już mamy to za sobą przycinamy promienie do żądanej długości. Długość zależna od długości naciągu i co za tym idzie rozpiętości ramion łucznika. Mnie odpowiada długość z przedziału 30-31 cali. Strzały, które wykonałem mają 30″.
Przyciąłem więc promienie na 30″ odejmując 2 cm na grot i nasadkę. Wyselekcjonowane promienie wygładzamy bardzo drobnym papierem ściernym. Użyłem do tego papieru o gramaturze 1000.

Kolejnym krokiem jest wklejenie grotów. Przeczytałem kilka różnych poradników co do rodzaju użytego kleju i nadal jestem w punkcie wyjścia. Każdy promuje inny klej. Zdecydowałem się na dwuskładnikowy klej epoksydowy i chyba to był dobry wybór. Groty trzymają się solidnie i bo wbiciu strzały w drzewo nie zostają w drzewie. Bez problemu można wyjąć dość głęboko tkwiącą strzałę z drzewa razem z grotem.

Koszt takiego grota to około 1-1,5 zł. Promień 0,5- 1 zł. Lotki 1-3 zł za kpl. (3 szt). Nasadka kilka groszy, zaokrąglając też wyjdzie w granicach złotówki. Koszt samodzielnie wykonanej strzały waha się w granicach 5 złotych. Strzała zakupiona w sklepie (nie mówimy tu o profesjonalnych strzałach, lecz o niskobudżetowych strzeladłach) wyniesie nas na pewno powyżej dyszki za sztukę. Miałem tą nieprzyjemność strzelać z takich strzał gdzie promienie były jak to leci z taśmy ze skośnie ułożonymi słojami, nierówno wklejonymi lub tylko zaciśniętymi blaszanymi grotami. Nie polecam. Warto się trochę pomęczyć i wykonać strzały samemu. Przynajmniej na początek. Tak by nie zrazić się do łucznictwa już na starcie.

Przejdźmy na drugi koniec strzały, czyli na nasadkę. Sposobów mocowania nasadek jest wiele. W przypadku strzał drewnianych najbardziej popularne nasadki mocowane są na płasko zakończony koniec strzały lub na stożkowy. Wg mnie montowane nasadki na stożek są bardziej estetyczne i nie pogrubiają strzały. „Eksperci” nazywają to aerodynamiką strzały. Mój poziom łucznictwa jeszcze jest daleki od tego by zajmować się aerodynamiką. Skupiam się na razie na trafianiu w cel 🙂

Niestety nie maiłem w dyspozycji nasadek mocowanych na stożek. Zastosowałem antyaerodynamiczne grubaski mocowane na płasko. Wklejone na cyjanopan.

Nadszedł czas na dobór lotek. Znów stoimy przed dylematem jaką wielkość i kształt użyć. Tak w wielkim skrócie im cięższa strzała tym większa powinna być lotka. Kształt lotki – hmmm. Tyle teorii, że nie wiadomo komu wierzyć. W zależności czy strzelamy z podstawki czy przez Biscuitz włosiem to ważny będzie kształt i twardość lotki.


(lotki 3″ gumowe)

Komplet składa się zazwyczaj z 3 lotek w tym jedna innego koloru zwana lotka wiodącą. W zależności od typu łuku oraz zastosowanej podstawki pod strzałę lotka wiodąca będzie zamontowana na strzale równolegle do cięciwy skierowana ku górze lub prostopadle do niej skierowana na zewnątrz względem majdanu. Zazwyczaj w łukach klasycznych stosuje się lotkę wiodącą prostopadłą do cięciwy a w łukach bloczkowych równoległą. Choć nie jest to regułą. Dużą rolę odgrywają upodobania łucznika.

Kolejnym etapem jest wklejanie lotek. Bez specjalnego sprzętu jest to dość skomplikowane, ale wykonalne. Na różnych forach znalazłem samodzielnie wykonane maszynki do wklejania lotek i były naprawdę bardzo fajne. Ja skorzystam z fabrycznego „chinola”. Szerzej opiszę tę maszynkę innym razem. Rozkręcę ją na czynniki pierwsze opiszę jej działanie na przykładach krok po kroku.

Lotkę mocujemy w uchwycie. W moim przypadku jest to 2 cm od krawędzi nasadki. Warto zaznaczyć sobie to miejsce na uchwycie by każda lotka była wklejona identycznie i precyzyjnie.

Moje strzały mają lotkę wiodącą pionową skierowaną ku górze. Czyli co 120 stopni wklejamy jedną lotkę. Zakładamy strzałę na siodełko maszynki. Siodełko równolegle do lotki wiodącej i to od niej właśnie zaczynamy klejenie. Nie miałem specjalnego kleju do lotek więc użyłem słynnej „kropelki” czyli standardowego cyjanopanu do połączeń sztywnych.
Tak przygotowaną lotkę przyklejamy do promienia za pomocą maszynki. Po kilku minutach przygotowujemy kolejną lotkę. Obracamy strzałę o 120 stopni i wklejamy, itd.

Mając do dyspozycji tylko jedną maszynkę, po kilku godzinach (czas schnięcia kleju) mamy gotowych kilka własnoręcznie wykonanych strzał.

Oto efekt końcowy mojej pracy

Następnym razem opiszę moje wrażenia ze strzelania tymi właśnie samodzielnie wykonanymi strzałami.

 

 

Komentowanie jest wyłączone.